O jeździe samochodem wszędzie tam, gdzie samochodem jeździć się nie powinno. Kuba Dybalski, Krzysztof Girgiel
Kategorie: Wszystkie | Rajd Dakar | WRC
RSS
poniedziałek, 13 lutego 2012

Janusz Kulig

13 lutego 2004 roku był tragicznym dniem dla polskich rajdów. Na przejeździe kolejowym w Rzezawie po zderzeniu z pociągiem zginął Janusz Kulig, jeden z najlepszych w historii polskich kierowców rajdowych. Miał wówczas 34 lata.

Na tę śmierć złożyło się kilka fatalnych okoliczności: późna pora, zła widoczność i błąd dróżniczki, która nie opuściła szlabanu i nie uruchomiła sygnalizacji świetlnej. - To, że zginął 13. w piątek i to na strzeżonym przejeździe, nie pasuje do obrazu Janusza, którego do tej pory pech zawsze omijał. Jest to wielki dramat dla mnie i dla całego środowiska sportowego - mówił Tomasz Czopik, ówczesny mistrz Polski.

 Uwielbiany przez kibiców Kulig przez 12 lat błyszczał na polskich i zagranicznych trasach - od pierwszego startu Fiatem 126p do czwartego miejsca w klasyfikacji aut produkcyjnych podczas Rajdu Francji 2003. Trzy razy zdobywał mistrzostwo Polski (1997, 2000, 2001), był wicemistrzem Europy i mistrzem Słowacji. Wygrał kilkanaście rajdów w Polsce. W 2004 roku znów miał walczyć o mistrzostwo kraju, tym razem za kierownicą Fiata S1600. W ostatnim wywiadzie tak mówił o swoich planach:

W zasadzie ja mam zawsze takie samo postanowienie: pojechać tak szybko, jak tylko będę potrafił, dać z siebie absolutnie wszystko. Postanowieniem moim jest za wszelką cenę pojechać program poza Polską, taki jak mistrzostwa Europy. No i zawsze moim postanowieniem i życzeniem jest żebym mógł spokojnie po każdych zawodach wrócić do domu. Oczywiście cały i zdrowy.”

kris

20:12, piachiszutry
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 30 stycznia 2012

- Wyścigów w Europie jest za dużo - powiedział w 2006 roku szef FIA Max Mosley. Od tamtej pory w kalendarzu F1 pojawiły się m.in. GP Indii, GP Korei, GP Abu Zabi, GP Japonii i GP Singapuru, a zniknęły wyścigi na Torze Imola (Włochy) czy Magny-Cours (Francja). Na konto F1 wpłynęły za to miliony dolarów, bo nowi gospodarze ochoczo płacili za oglądanie u siebie najsłynniejszych wyścigów na  świecie.

Dziś słowa Mosleya, tyle że w kontekście rajdów, powtórzył jego następca Jean Todt. - Rajdy są za bardzo skupione na Europie - powiedział w wywiadzie dla ”Autosportu”. Wyjawił, że w przyszłym roku w kalendarzu WRC pojawią się dwie nowe eliminacje. Największe szanse mają: Indie, Brazylia, Chiny i Rosja. Wybór jest oczywisty. Brazylia to obecnie szósty najszybciej rozwijający się rynek na świecie. Rosjanie pokochali sporty motorowe dzięki Witalijowi Pietrowowi i już zagwarantowali sobie organizację GP F1 w Soczi na lata 2014-2020. Każde z nich zasili konto F1 o 40 mln dolarów. Gospodarka Indii wciąż rozwija się w szalonym tempie, a jak ważny jest rynek w Chinach pokazuje przykład Volkswagena. Producent, który w przyszłym roku wystawi w mistrzostwach świata fabryczny zespół, notuje w Azji rekordowe wyniki sprzedaży. Grupa (w jej skład wchodzą jeszcze Skoda i Bentley) w 2011 roku sprzedała w Chinach i Hong Kongu 2,26 mln pojazdów. To o 18 procent więcej niż rok wcześniej. Plany są jeszcze bardziej ambitne.

WRC na tych rajdach ma przede wszystkim zarobić, ale wiele może też stracić. Na rajdowych forach kibice już zastanawiają się, które europejskie eliminacje wylecą z kalendarza. Rajdy w Finlandii, Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii wydają się być nietykalne. Mocną pozycję ma też Rajd Portugalii i Rajd Hiszpanii. FIA nie zdecyduje się też raczej wyciąć Monte Carlo. Zagrożony może być Rajd Grecji, ze względu na fatalną kondycję ekonomiczną kraju. Bez względu na to jaką decyzję podejmą organizatorzy cyklu, na pewno niezadowolonych będzie mnóstwo.

Obrana droga rozwoju WRC to też zła wiadomość dla polskich kibiców. Bardzo maleją szanse na to, że w najbliższych latach do mistrzostw świata wróci Rajd Polski. Mikołajki gościły najlepszych kierowców w 2009 roku. Rajd został dobrze oceniony i przez kierowców i przez władze FIA. Mikko Hirvonen przyznał nawet, że polskie trasy przypominają mu fińskie oesy, co jest najlepszym możliwym komplementem. Niestety Rajd Polski ma niewiele do zaoferowania z biznesowego punktu widzenia. Nie jest żadną konkurencją dla Brazylii czy Chin i trudno spodziewać się, że ktoś znajdzie argumenty, by ponownie umieścić rajd w kalendarzu WRC.

kris

czwartek, 19 stycznia 2012

Rajd Monte Carlo

- Kocham ten rajd i nienawidzę go - powiedział Mikko Hirvonen przed Rajdem Monte Carlo, który po trzech latach wrócił do kalendarza WRC i rozpoczyna walkę o mistrzostwo świata. - Uwielbiam ten rajd, kiedy mnie tam nie ma. Jednak kiedy jedzie się w górach na niewłaściwych oponach i trzeba pokonywać oblodzone zjazdy na gładkich gumach - nie znoszę tego - tłumaczył kierowca Citroena, wyrażając pewnie odczucia większości kierowców.

 To właśnie wyjątkowo trudne i zmienne warunki zbudowały trwającą już ponad 100 lat legendę rajdu. Przemierzanie tras francuskiej riwiery w styczniu to jak spacer po polu minowym.  Można sobie spokojnie jechać po suchej drodze, by za kolejnym zakrętem wpaść na oblodzony lub mokry fragment. Wybór odpowiednich opon i tempa jazdy jest wielkim wyzwaniem nawet dla doświadczonych zawodników i mechaników. Jedni i drudzy przeklinają Monte Carlo, ale z drugiej strony mają niepowtarzalną okazję do wykazania się umiejętnościami i intuicją.

 Zimowe, zaśnieżone trasy pokazały swoją złośliwość już podczas testów, kiedy serwisy rajdowe ledwie nadążały z publikacją informacji o kolejnych kraksach. Peter Van Merksteijn senior wylądował 10 m poza trasą i musiał przerwać testy, by zespół zdążył wyklepać jego Citroena na czas. Dani Sordo rolował, uderzył w bandę i uszkodził skrzynię biegów. Ott Tanak zakończył jazdy z rozwalonym przodem swojej Fiesty. Podczas prób w Monako poza trasą lądowali Francois Delecour i Petter Solberg.

 Podobnie wygląda sam rajd. Jari-Matti Latvala tak skupił się na oblodzonej drodze, że już nie był w stanie wysłuchać instrukcji pilota. Wypadł z trasy, rolował i musiał się wycofać. To samo groziło Delecourowi, który zaliczył bliskie spotkanie z okalającym trasę murem, urwał przedni spoiler, ale był w stanie jechać dalej. W czwartek na szybkim zakręcie nie wyrobił się szalejący w Skodzie Fabii S2000 Sebastien Ogier. Francuz rozbił auto i pożegnał się z rajdem. Po dwóch dniach z rywalizacji wycofały się (z różnych powodów) już 22 załogi. 

 

W takich warunkach warto docenić wyniki Michała Kościuszki. Debiutujący w Monte Carlo Polak jedzie ostrożnie, a nawet asekuracyjnie, ale prowadzi w klasyfikacji PWRC i grupie N. W klasyfikacji generalnej liderem jest Sebastien Loeb i jeśli sam nie zrobi sobie krzywdy, to już raczej nikt go nie dogoni. Pasjonująco zapowiada się za to walka o drugie miejsce. Po 10 oesach Dani Sordo ma tylko 3 sek. przewagi nad Petterem Solbergiem.

kris

wtorek, 17 stycznia 2012

I po Rajdzie Dakar. Motocykle jak zwykle walczyły w dwójkę. Coma z Despresem. Obaj mieli przygody, obaj popełniali błędy. Ale ten decydujący popełnił jednak Hiszpan. Mylił drogę wcześniej i błąd nawigacyjny zabrał mu zwycięstwo. Zresztą jeśli przyjrzycie się miejscu, w którym się zgubił, to trudno się nie zgubić. Tu wydma, tam wydma i gdzie tu jechać?

Pisałem już wcześniej, że żal okropny, że do mety nie dojechał Jakub Przygoński. Błysnęli w tym roku inni - Joan Barreda Bort, czy Gerard Farres Guell, Francisco Lopez Contardo. Oni są wymieniani w podsumowaniu, powinien być tam też motocyklista Orlen Teamu.

Pojedynek samochodów, był nierówny. Nie miały szans mini, bo hummery był zwyczajnie szybsze. To widać na poniższym filmie, gdy Gordon przejeżdżał wydmę razem z Peterhanselem. Nie miały szans jednak i hummerey, bo były zawodne, a poza tym - jak się potem okazało - z nie do końca uczciwym wspomaganiem technicznym. To wyszło przy okazji Robby'ego Gordona. Oszustwem nazwał to Peterhansel, oszustwem nazwał też Hołowczyc i być może Polak skończy nie na 10. a na 9. miejscu.

A osiągnięcie Francuza niezwykłe. Peterhansel wygrał rajd po raz dziesiąty. Na mecie przyznał, że już nie wierzył, że powoli traci wiarę, że będzie w stanie to zrobić. Tymczasem udało się. Niezwykłe. Nawet jeśli przypomnimy incydent z motocyklistą. Zresztą Hołowczyc na Okęciu przyznał, że Peterhansel bardzo lubi motocyklistów, sam nim przecież był, a i on - jak sobie przypomina - mógł zahaczyć, któregoś :)

A na deser zobaczcie przez co przejechali w tym roku uczestnicy. I jak tu nie lubić Dakaru?

kd

niedziela, 15 stycznia 2012

To mimo wszystko dziwne, że mówi się o czternastu etapach, a już po tym trzynastym wszystko jest jasne. Właściwie Dakar skończył się w sobotę. Przynajmniej dobrze, że najtrudniejszym etapem w całym rajdzie. Tak mówi Peterhansel i patrząc na wygibasy jakie wywijał w powietrzu hummer Gordona, chyba tak było...

A na deser dwaj zwycięzcy. Nie sobotniego etapu, a całego rajdu.

kd

sobota, 14 stycznia 2012

Kiedy Kuba Przygoński w 2010 r. jechał po 8. miejsce - najlepsze w historii, jeśli chodzi o polskich motocyklistów w Dakarze - Stefan Svitko debiutował. I w debiucie zajął świetne, trzynaste miejsce. Przed rokiem nie dojechał do mety ósmego etapu. W tym roku Słowak jedzie świetnie, jest piąty w klasyfikacji generalnej. Zresztą ten rajd wyjątkowo sprzyja, by na nim zabłysnąć. Rywalizacja Comy z Despresem toczy się swoją drogą, a przy okazji bardzo fajnie jadą inni, jak Joan Barreda Bort, czy Gerard Farres Guell. Tym bardziej szkoda, że nie jedzie Kuba.

A na deser kormorany.

kd

piątek, 13 stycznia 2012

Zawsze się zastanawiałem. Drobniutki piaseczek, którego ziarenka są włąściwie niewiele większe od kurzu, który staje się chmurą, gdy tylko ktoś po nim przejedzie, a w dotyku jest sypki i trudno go utrzymać w ręce, w Afryce nazywa się fesz-feszem. To zmora dakarowców. Ale w Ameryce Południowej ma też swoją nazwę - guadal. Zawsze się zastanawiałem, dlaczego ta nazwa się nie przyjęła, tylko wszyscy wciąż mówią o fesz-feszu...

Co do rajdu to cały czas czekam aż stanie się coś wy rywalizacji Coma-Despres. Któremuś z nich muszą wreszcie puścić nerwy. Któryś z nich musi popełnić błąd. Bo co do Peterhansela to już nie mam złudzeń, że ktokolwiek go w tym rajdzie dogoni.

A na deser Robby Gordon naprawiający auto w towarzystwie peruwiańskich kibiców. Wdzięczne i wesołe. Mniej wesoło jest wśród kierowców, którym coraz mniej się podoba, że Amerykanin jedzie, choć został zdyskwalifikowany.

kd

czwartek, 12 stycznia 2012

O samochodach krótko, bo co tu dużo pisać. Może więcej emocji wywołałaby cała sprawa z Robby'm Gordonem, który pewnie jedzie już bez sensu, bo skoro został wykluczony, to czemu organizatorzy mieliby zmienić decyzję. Gdyby nie klops Krzysztofa Hołowczyca. Prawie sześć godzin straty zamyka mu nadzieję na wygraną. Dobrze, ze przynajmniej jedzie dalej, choć czy pojedzie będzie wiadomo w czwartek. Nawiasem mówiąc to przedziwne, że organizatorzy wadę konstrukcyjną wykryli w hummerze wykryli po 2/3 rajdu. U quadowców znaleźli ją od razu.

Za to wśród motocyklistów wszystko zapowiada się na dramatyczną końcówkę. Coma z Despresem jadą kilka tysięcy kilometrów i w końcu i tak będą decydowały sekundy. Albo Coma się zgubi, albo Despres wpadnie w błoto. Tak czy siak będą emocje.

Na deser dziś odmiana. Wywiad ze zwycięzcą etapu, którym nie jest ani Coma, ani Despres. To nie zdarza się często.

kd

środa, 11 stycznia 2012

Tak powiedział komentator w poniższym podsumowaniu 9. etapu. Bajecznie wygląda zjazd motocykla z tej wielkiej wydmy niedaleko Iquique. Autor bloga widział swego czasu jak na mecie OS-u pod Copiapo zza wydmy wielkiej jak góra najpierw wyłaniał się helikopter, potem samochód, albo motocykl, ale potrzebował jeszcze kilku minut, by z niej zjechać. Meta w Iquique musi robić jeszcze większe wrażenie.

Działo się we wtorek i to głównie wśród samochodów. Tych którzy płaczą nad dachowaniem Hołowczyca, zapewniam - może być gorzej, co pokazuje przykład Al-Attiyaha. Wielkie wrażenie robi za to Robby Gordon mknący z prędkością 195 km/h.

A nawiasem mówiąc to zachowanie Peterhansela, który o mało co nie przejechał w strumieniu jednego z uczestników - mało eleganckie.

A na deser dla odmiany nie wywiad, ale jeszcze trochę wydm.

kd

wtorek, 10 stycznia 2012

Błoto w które wpadli motocykliści, rzeczywiście robi wrażenie. Nigdy nie wyciągałem motocykla z takiej kałuży, ale nie dziwię się, że dakarowcy mieli z tym problemy. Z drugiej strony to chyba Nasser Al-Attiyah jest największym pechowcem tego rajdu. Co etap to on ma problemy z tym hummerem...kompletnie konkretnie.

Zwróćcie uwagę, że lektorzy coraz lepiej wymawiają nazwisko Polaka. Zaczynali od "Olowsyk", teraz jest "Holowczyk". A na deser drugi dziś na etapie Robby Gordon.

 
1 , 2 , 3 , 4